Deprecated: Function eregi() is deprecated in /home/users/dolinaleby/public_html/module/banner.inc.php on line 155
szukaj:
Menu główne
Strona główna
Forum
Wiadomości
Artykuły
Galeria
Kontakt
Linkownia
ŁOWISKO PATRONACKIE
Regulamin
Mapa łowiska
K M "Dolina Łeby"
Odtworzenie tarlisk
Troć Łeby - zawody
Tarło troci - filmy
Informacje
Opłaty 2012
Informator wód
Znakowane ryby
Turystyka wędkarska
Polecamy:
Muszkarskie Święto - Robert Tracz
AIRFLO – My już wiemy!
Z muchówką na troć – Sprzęt. cz...
Z muchówką na troć - Technika. część 2
Rzeka Łeba – rozpoczęcie sezonu...
Troć Łeby 2008 - relacja z zawodów
Black Ranger bez tajemnic
Rzeka Lagan - Szwecja
\"Troć Łeby 2009\"- relacja z imprezy
Trociowa Łeba
Wiadomości:
Troć Łeby 2014 \"no kill\" - RELACJA...
Troć Łeby 2014 \"no kill\" - ZAPROZENIE...
Troć Łeby 2013
Zawody Muchowe Troć Łeby 2013 - nagroda główna MG ...
Tarło przyżyciowe troci wędrownej nad Łebą...
Ankieta
Moja ulubiona metoda połowu to:
Sztuczna mucha
Spinning
Spławik
Trolling

[wyniki | ankiety]
Artykuły > Wędkarstwo muchowe > Muszkarskie Święto - Robert Tracz
Muszkarskie Święto

Kliknij aby powiększyć

Wędkarstwo muchowe uprawiam od trzydziestu lat, i póki co sport ten nie znudził mi się, chociaż łowiska już nie te co kiedyś, ryb w nich mniej, a i obyczaje nad wodami jakby nieco zdziczały. Kilku moim kolegom m.in. z tych powodów odechciało się „zabawy” z muchówką; dzisiaj wyprawiają się na dorsze, zasiadają z gruntówkami na leszcze lub zbierają grzyby.

Skutecznie oparłem się ekspansji i fascynacji sprzętowej, modom i trendom. Zawsze poszukiwałem własnych, „niewydeptanych” ścieżek, nie tylko nad rzekami, chociaż nie zawsze to co robiłem, pisałem i mówiłem podobało się wszystkim.

Być może moje doświadczenia i spostrzeżenia u progu „muszkarskiego święta” jakim jest rójka jętki majowej, pozwolą chociaż niektórym z nas spojrzeć na naszą pasję nieco inaczej, szerzej, czasem samokrytycznie…

W ostatnim czasie powróciłem do „źródeł” sięgając po sprzęt retro, którym łowiłem przed laty, muchówkę Daiwy, szklaka, i archaiczny mosiężny kołowrotek wyprodukowany pół wieku temu i wcale nie czuję się „uboższy”, wręcz przeciwnie… Chyba odrestauruję również swoją pierwszą wędkę, klejonkę z wymienną szczytówką. Jest jakiś swoisty urok, „patyna czasu” w tym sprzęcie - ma swoją duszę - niczym w starych zegarach które wciąż cieszą wzrok i precyzyjnie odmierzają czas.

Znane są powiedzenia iż „to nie sprzęt łowi…” oraz „mucha powinna jak najkrócej przebywać w powietrzu, a jak najdłużej w wodzie”. Bezsprzecznie w wodzie najdłużej przebywają nimfy. Znam młodszych kolegów wyposażonych w „wypasiony” sprzęt i osprzęt, którzy nawet podczas obfitej rójki jętek i widocznego żerowania na nich pstrągów nie sięgają po muchy suche… z prostej przyczyny… nie mają ich w swoich pudełkach. Preferują jedynie nimfy, łowiąc na nie od stycznia do grudnia. Można i tak. Tylko po co, jeśli jest tyle innych, skutecznych, sprawdzonych od lat metod połowu, z najszlachetniejszą suchą muchą na czele.

Ale widocznie niektórym muszkarzom („nimfiarzom”) wystarcza tak wąska specjalizacja. Muszkarz kompletny to taki facet, który nie tylko kręci sprawnie nimfy i skutecznie na nie łowi, ale taki, który posiada również pewien zasób wiedzy przyrodniczej, ichtiologicznej, etymologicznej… Muszkarz kompletny rozumie prawa przyrody, potrafi „czytać wodę” i bez problemów, zależnie od sytuacji na łowisku, posługuje się każdą z metod połowu: streamerem, muchą mokrą, suchą… Nie zaszkodzi także jeśli przy tym będzie wiedział kim był profesor J. Rozwadowski.

Śledzę nasze internetowe fora i coraz częściej jestem zniesmaczony. Za dużo na nich, szczególnie ostatnio, zacietrzewienia, pieniactwa, językowego niechlujstwa i zwykłego chamstwa. Jeśli owi dyskutanci tak samo zachowują się nad wodami to chyba już pora abym odstawił muchówkę i zajął się innym hobby n.p. pszczelarstwem albo hodowlą chruścików. Pocieszam się, że tacy ludzie są w zdecydowanej mniejszości, że to tylko pewien margines.

Irytują mnie także, i nie tylko mnie, amatorskie fotki zamieszczane na tychże forach, na których łowca koniecznie zapragnął uwiecznić się ze złowioną rybą, której potem, wyściskanej, ledwo żywej, wspaniałomyślnie daruje życie. Ryby szlachetne są bardzo fotogeniczne (w przeciwieństwie do niejednego z nas) i jeśli już muszą być fotografowane to niech będą, ale w wodzie – tylko, że mało kto pyta je o zdanie. Rybom martwym jest to zupełnie obojętne. Nie należy natomiast fotografować ryb niewymiarowych i objętych okresową ochroną – te jak najszybciej powinny powrócić do wody – a takich fotek, niestety, wciąż widuje się sporo. Szczytem złego smaku i braku wyczucia było zdjęcie zamieszczone w Internecie, na którym wędkarz prezentuje siebie ze złowioną rybą na tle muszli klozetowej. Do dziś nie wiem czy gość reklamował siebie, rybę, czy popularne urządzenie ceramiczne.

Uaktywniło się także wielu „świeżo upieczonych” „no killowców” łajających i pohukujących na tych którzy odważyli się zabrać złowioną rybę. Nie dajmy się zwariować. Ja także niekiedy zabieram złowionego potokowca, troć albo lipienia i nie czuję się żadnym winowajcą. Wędkarstwo, także muchowe, polega na łowieniu ryb, zgodnie z przepisami, rzecz jasna.

Już w latach dziewięćdziesiątych wraz z kolegami z Klubu Pstrąg m.in. z Mundkiem Antropikiem i Andrzejem Wawryką, aktualnym trenerem Kadry Muchowej, propagowałem rozgrywanie zawodów muchowych na żywej rybie z zastosowaniem haków bezzadziorowych. Jako jedni z pierwszych w kraju takie zawody rozgrywaliśmy, a potem już poszło… Odpieraliśmy zarzuty oponentów twierdzących, że większość ryb z takich haków będzie spadać. Nie spadają.

Podczas prywatnych wypraw tylko od łowiącego zależy czy zabierze jedną, czy dwie ryby, czy też wszystkie wyholowane uwolni. Wierzę, że muszkarz mądry, muszkarz kompletny postąpi właściwie, to znaczy tak, iż nie będzie go gryzło sumienie.

Innym tematem, który również przewija się w naszych dyskusjach jest kwestia brodzenia. O ile widok brodzącego muszkarza na Wieprzy, Łupawie czy Wdzie nie wywołuje zdziwienia – są to rzeki stosunkowo duże - to taki sam widok nad Bolszewką, Gościciną lub Pogorzelicą nie tylko dziwi ale wręcz oburza. W małych strugach mających zaledwie 2-4 metry szerokości przejście chociażby jednego muszkarza, nie mówiąc już o kilku, środkiem koryta jest, delikatnie mówiąc, nieprzemyślaną ingerencją w środowisko. Rozdeptywana jest misterna struktura dna; ukształtowane przez nurt muldy, odsypane z piasku wysepki i górki, przemieszczany jest żwir, naruszana roślinność zanurzona. Wszystko co żyje, spłoszone kryje się w najgłębszych dołkach i wykrotach i nawet po kilku godzinach następnemu muszkarzowi lub spinningiście trudno będzie złowić wymiarowego pstrąga. Liczyć się należy i z tym, że wiosną można uszkodzić gniazda tarłowe lipieni, natomiast jesienią pstrągów potokowych, a w niektórych ciekach również troci.

Lubię małe siurniki i także w nich łowię, również na nimfy, ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy by przemieszczać się środkiem ich koryt. Nie ma takiej potrzeby. Przecież przy odrobinie dobrych chęci nawet średnio wprawiony muszkarz każde interesujące miejsce może bez problemu obłowić z brzegu. Warto by i tę kwestię rozważyli niektórzy młodsi koledzy, którzy bez oporów wchodzą do małych rzeczek i brodzą w nich godzinami. Oszczędzajmy i chrońmy małe rzeczki, przecież i tak wiele z nich ledwo zipie – coraz mniej w nich wody i ryb, a coraz więcej śmieci i ścieków.

Za tydzień, za dwa, lustra pomorskich rzek rozkwitną delikatnym, kruchym życiem pięknych owadów, jętek majowych. Rozpocznie się misterium przyrody które potrwa zaledwie kilkanaście dni, a na które czekamy cały rok. Zaczną się nasze „muszkarskie święta”.

Warto w tym czasie zwolnić, wyciszyć się, zespolić z naturą, tak by poczuć jej puls.

Przeżyjmy to jeszcze raz… pamiętając, że pewien kanon zachowań na łowiskach i poza nimi, wypracowany blisko dwieście lat temu przez prekursorów muszkarstwa, angielskich dżentelmenów, wciąż obowiązuje.

Trzeba pamiętać, że istnieją takie wartości jak: życzliwość, koleżeństwo, uprzejmość i służenie radą młodszym, mniej doświadczonym wędkarzom. Bez tego muszkarstwo będzie tylko polowaniem na rybie mięso.

Autor tekstu i rysunku: Robert Tracz


© 2019 DOLINA ŁEBY. Wszelkie prawa zastrzeżone.

powered by jPORTAL 2 & UserPatch